Stracone życie...

vandames

New Member
Dołączył
21 Maj 2010
Posty
22
Punkty reakcji
1
W wieku 13 lat pierwszy raz spróbowałem marihuany. Od razu mi się spodobała. W wieku 15 lat pierwszy raz spróbowałem amfetaminy...kolega posypał mi na klatce schodowej, pamiętam to jak dziś, jak bardzo bałem się wciągnąć i jak wspaniały stan mnie ogarnął po zażyciu. To było takie przyjemne, takie niesamowite. Byłem chłopaczkiem, dzieckiem, które odkrywało świat, nie miałem zielonego pojęcia, że życie usłane jest wieloma niebezpieczeństwami. Nie miałem żadnych problemów. Moim obowiązkiem było chodzenie do szkoły i zbieranie "czwórek" w dzienniku tak żeby rodzice się nie wstydzili przed znajomymi. Z tego co pamiętam to z obowiązków dzieciństwa musiałem co tydzień sprzątać klatkę chomikowi oraz swój pokój. Nigdy nie miałem żadnych innych obowiązków. Miałem najpiękniejsze dzieciństwo na świecie. Ojciec górnik KGHM-u, mama dyplomowana pielęgniarka tak więc oboje rodzice pracowali a ja w zasadzie wychowywałem się jako jedynak, ponieważ moja starsza o 10 lat siostra wyprowadziła się z domu w wieku 22 lat. W domu żadnej patologi, ojciec sportowiec i jednocześnie bardzo inteligentny facet. Mama przykładna matka, żona i gospodyni domowa. Pieniędzy nigdy nie brakowało. Zawsze dostawałem to co chciałem...
Wychowałem się w Głogowie na dolnymśląsku tzw. królestwo KGHM. Ojciec prawie każdego mojego kolegi, z którym się wychowywałem był górnikiem albo hutnikiem. Nie znaliśmy biedy. Mieliśmy po 14, 15 lat i biegaliśmy po podwórku z lufkami i woreczkami marihuany czy haszu. Wszyscy palili, dosłownie wszyscy, całe osiedle. Te "bomby" te "fazy" były fantastyczne, takie dobitne, byliśmy narkotycznymi podróżnikami, marihuana była całym naszym życiem. Wszystkie pieniądze wydawaliśmy na naszą boską "używke", to był nasz sens życia, wszystko kręciło się wokół trawy. To były piękne, beztroskie czasy...
Jako szkołę średnią wybrałem technikum elektroniczne, niedaleko mojego osiedla. Szybko się okazało, że w klasie jest nas czterech, czterech narkomanów. Skumaliśmy się. Chodziliśmy razem na wagary, paliliśmy razem zioło. Mieliśmy kilka swoich miejsc wokół szkoły gdzie ćpaliśmy. Zazwyczaj jaraliśmy z butli żeby zwiększyć wydajność. Normalką było ujebać się tak, że ledwo widzieliśmy na oczy i iść na lekcje. Nauczyciele nic nie kumali...Przejarałem całe technikum, całe 4 lata. Do egzaminu zawodowego nawet nie podszedłem...
Co teraz? Wielu moich kumpli poszło do pracy, gdzieś na budowę, gdzieś do zakładu...ja nie wyobrażałem sobie w tak młodym wieku iść do pracy. Jedyną opcją "przedłużenia" sobie młodości były studia wyższe. Rodziców było stać, więc dlaczego nie? Postanowiłem, że spróbuje. Mój najlepszy kolega, w zasadzie przyjaciel namówił mnie na wyjazd do Olsztyna na drugi koniec Polski. Pasowało mi to bo chciałem się wyrwać z domu jak najdalej mimo tego, iż miałem pełny luzz w domu. Wzięliśmy niezłe "zapasy" i ruszyliśmy na przygode życia. Nie w głowie nam była nauka, chcieliśmy się bawić, wreszcie bez nadzoru rodziców, ze stałym wpływem gotówki.To był najpiękniejszy czas mojego życia. Od razu poznaliśmy dobrą ekipę, znalazłem dziewczynę, piękna blondyneczkę, która również nie stroniła od dragów. Nic się nie uczyłem, cały czas kombinowałem, oszukiwałem byle do przodu, byle otrzymać tzw. "zal". Na drugim roku poznałem chłopaków, którzy brali dopalacze. Na początku byłem sceptyczny, w końcu zawsze zaspokajałem się marihuaną ale raz jeden, drugi i spodobało mi się na tyle, że zacząłem regularnie brać dopalacze. Wówczas to była nowość i legalnie można było zdobyć naprawdę bardzo mocny towar. Mojej Paulinie też się to spodobało. Zaczęliśmy ostro ćpać. Mieliśmy swoją ekipę i razem przeżywaliśmy wszystkie bomby, chodziliśmy na wycieczki do lasów, śmigaliśmy po zamarzniętym jeziorze, trochę chodziliśmy po klubach, jednak najbardziej nam odpowiadało fazowanie w pokoju we własnym gronie gdzie nikt nas nie widział, nie słyszał. Na trzecim roku wyjechałem z dziewczyną do Niemiec na ogórki. Zarobiliśmy po 8 tysięcy złotych. Wynieśliśmy się z akademika i zamieszkaliśmy na stancji. Przez prawie rok czasu nonstop ćpaliśmy, odcieliśmy się od znajomych. Wszystie pieniądze poszły na dragi. To był mój szczyt narkomani, dzień w dzień i nic pozatym. Dziewczyna spakowała walizki i wyjechała nad morze zacząć nowe życie. Zostawiła mnie po 3 latach. Chciała się ogarnąć, miała w sobie tą siłę, ja niestety nie...Straciłem wiekszość znajomych. Miałem tylko kilku, którzy oczywiscie też ćpali. Wreszcie sie obroniłem po 5 latach. Cudem skończyłem te studia. Od tamtej pory w moim życiu nic się nie zmieniło...
Obecnie mam 26 lat. Przećpałem pół swojego życia, dokładnie 13 lat. Przez te 13 lat absolutnie wszystkie pieniądze jakie zdobyłem, zarobiłem przeznaczałem na ćpanie, nigdy nic sobie nie kupiłem. Od dwóch lat wogle nie pale trawy, nie rajcuje mnie, za to od 4 lat biore narkotyki twarde. Prochy, kryształy wszelkiej maści tzw. dopalacze, czasami trafi się jakaś amfetamina. Nie mam dziewczyny, nie mam znajomych poza kilkoma takimi samymi nartami jak ja, którzy sprzedali by mnie za dwie działki dobrego kryształu. Zawsze miałem pieniądze, a teraz nie dośc, że ich nie posiadam to mam mnóstwo długów liczonych w tysiącach złotych. Nie wiem jak mogłem do tego doprowadzić. Jestem wysokim, przystojnym facetem, zawsze podobałem się kobietom jednak nie odwzajemniałem tego bo dla mnie liczyły się tylko dragi. Generalnie rzecz biorąc jestem wrakiem człowieka. A najgorsze jest to, że nie mam żadnych perspektyw na przyszłe życie. Moi rówieśnicy mają narzeczone, żony, dobrą prace, ktoś się buduje, ktoś otwiera własna firme ehh, żyją rozwijają sie a ja czuję sie jak zwiędniety kwiat...
Spotkałem w życiu wielu narkomanów ale nigdy nie spotkałem wiekszego od siebie...Owszem coś wspólnego ze sportem mam, świadczyc może o tym moja postura, sylwetka. Mam 190cm wzrostu i waże 84 kg więc aż tak strasznej tragedi niema Co jakis czas chodze na basen, czasami rower i to coś daje. Problem jest z kompletnie nie regularnym jedzeniem, niestety. Od 13 lat w mistrzowski sposób ukrywam swoją chorobe i udaje normalnego człowieka, podczas kiedy we wnętrzu jestem wrakiem człowieka. Przez okres 13 lat, nigdy nie miałem żadnej dłuższej przerwy w zażywaniu. Zdaje sobie sprawę, że nie jestem narkomanem, który gdzieś w pewnym momencie swojego zycia zbłądził i wpadł w narkotyczne sidła. Ja jestem narkomanem z krwi i kości, ja rosłem z narkotykami, ja się z nimi wychowywałem, ja poznawałem z nimi świat. Wrosły we mnie, są cześcią mnie...Cały czas się zastanawiam gdzie leży przyczyna takich kolei losu? Czy winni są moi rodzice przez to, że wychowywali mnie do 14-15 roku zycia, a później poprostu odpuścili, uznali, że sam musze poznać życie? A ja je poznałem...na ulicy. Czy to wina tego, że mieszkałem na takim osiedlu, gdzie wszyscy ćpali od małego, a narkotyki były sensem wszystkiego i presja otoczenia spowodowała, że jako normalny chłopak wtopiłem się w ten świat? A może winny jestem ja i tylko ja? Może moje egoistyczne podejście do życia, może moja ciekawość świata i jednoczesny brak pokory dla życia, bez wskazówek, bez ostrzeżeń od osób starszych bardziej doswiadczonych spowodował to jak skonczyłem, to gdzie teraz jestem? Nie wiem jaka jest przyczyna, nie wiem gdzie popełniłem bład ale mam wrażenie, że to poprostu wolność, ciekawość i chęć do życia źle zinterpretowane są winne...
Po raz trzeci byłem na ul. puszkina w praktyce jedynej przychodni terapeutycznej dla osób uzależnionych, dla narkomanów w Olsztynie (poza monarem). Zawsze konczyło się jedną wizytą i tym razem również. Terapeutka stanowczo wyperswadowała mi, że w moim przypadku jedyną opcją jest ośrodek zamknięty. Poszedłem chyba na zwale i oznajmiłem, że zdecydowałem się na ośrodek. Dała mi namiary na 3-4 ośrodki i kazała dzwonic, dowiadywac się. Kartki z adresami, telefonami lezały przez kilka dni na biurku i gdy tylko odżyłem, nie ćpałem przez 2-3 dni wziąłem je do ręki, zgniotłem i wyrzuciłem do kosza mówiąc sobie przecież nie jest tak źle,pozatym nie pozwole się zamknąć na wiele miesięcy w ośrodku. To jak cofnięcie się w rozwoju, strata czasu...
Nie mam najmniejszych szans żeby z tego gówna wyjść. Niby mam plan, motywację, pochodze na basen, ugotuje sobie zupe, jakis dobry obiadek, tu coś załatwie, tam cos ogarne i nabieram nadzieje, że już będzie dobrze. Po jakimś cugu, maratonie, kilku dniach ćpania pojawiają się te 2,3,4 dni gdzie odżywam, nabieram siły i już nie widze problemu. Mija jakiś krótki czas a ja znowu w swiecie narkotyków, tu cos komuś załatwie, tu cos wciągne jedną niewinna kreseczke z dobrym ziomeczkiem itd...Mam wrażenie, że od tego nie da się uciec, nie potrafie, nie wiem jak...
Zadaje sobie pytanie czy jestem już na zawsze skazany na ta straszną chorobe jaką jest narkomania? Czy nigdy nie uwolnie sie od tych chemicznych substancji, które z jednej strony powodują, że życie staje się piękniejsze, zaś z drugiej perfidnie i skrajnie ułudnie je niszczą? Czy będe kiedyś normalnym, zdrowym człowiekiem? Jak wyjść na prostą, kiedy narkotyki towarzyszyły mi przez całe moje życie? ......
 

melodia

Well-Known Member
Dołączył
27 Wrzesień 2008
Posty
2 061
Punkty reakcji
169
Przeczytałam Twoje szczere wyznanie i nie będę ukrywała, ze sytuacja jest bardzo trudna i tylko od Ciebie zależy jak się zakończy.
Ważne jest to, ze zdajesz sobie sprawę z wagi problemu. Nie ma sensu szukanie winnego, bo to już niczego nie zmieni. Moim zdaniem jedyną szansa dla Ciebie jest ośrodek zamknięty i nie myl go z psychiatrykiem. W ośrodkach dla narkomanów pracują specjaliści i najcenniejsi terapeuci, byli narkomani. Oni najlepiej znają problem i wiedza jak omijać niebezpieczeństwa. Napisałeś, że Twoja mama jest pielęgniarką., to duży plus bo wsparcie rodziny jest bardzo ważne w terapii.
Musisz czuć, że sa osoby którym na Tobie zależy.
Walcz chłopaku o siebie, bo życie może być piękne bez narkotyków.
 

Kaznodzieya

Kaznodzieya
Dołączył
16 Luty 2006
Posty
10 124
Punkty reakcji
98
Bierzesz dlatego że ... ?



vandames napisał:
pozatym nie pozwole się zamknąć na wiele miesięcy w ośrodku. To jak cofnięcie się w rozwoju, strata czasu...
A czym jest Twoje dotychczasowe życie ? Nie chcesz zmian to ich nie będzie.

Proste.
 
Do góry