Związki partnerskie a dziedziczenie - czy prawo powinno ulec zmianie?

wiki9969

Dzieciak
Członek Załogi
Moderator
Super Moderator
VIP
Dołączył
27 Marzec 2020
Posty
558
Punkty reakcji
18
Miasto
Dzielnica Łódzka
Do powstania tego tematu zainspirował mnie inny temat dotyczący organizacji ślubów.

Temat związków partnerskich jest tematem, który często jest poruszany, szczególnie przez środowiska lewicowe. Wiele osób decyduje się na życie w nieformalnym związku. Powodów takiej decyzji jest wiele, jednak wraz z podjęciem takiej decyzji nasuwa się jedno pytanie. Jeżeli partner umrze, to kto dziedziczy po nim? O ile w przypadku małżeństw nie ma z tym problemu, o tyle tutaj ten problem się pojawia ponieważ w pierwszej kolejności dziedziczą bliscy (krewni) zmarłego. Oczywiście tutaj zabierają głos zarówno prawnicy jak i środowiska prawicowe, które otwarcie mówią, że w świetle prawa wszystko idzie uregulować. Wystarczy sporządzić testament i uwzględnić w nim partnera czy też partnerkę. Jednak kto z młodych osób o tym myśli? Ja osobiście mam tradycyjne poglądy, więc jestem zwolenniczką zawierania małżeństw. Ale przyznam, że od dawna interesuję się tym tematem i ciekawa jestem czy któraś z partii poruszy w końcu ten temat?
 

glowonog

feniks
Dołączył
14 Maj 2017
Posty
878
Punkty reakcji
34
Jak już Ci odpisałem w konwersacji przerwanej przez Gressila, temat jest znacznie głębszy.

Nie, nie wystarczy zrobić testamentu, to nie rozwiązuje sprawy chociażby z powodu podatku. Jeśli oddam w spadku żonie dom warty 2 miliony złotych, to dostanie dom i tyle. Jeśli oddam taki dom mojej partnerce w związku nieformalnym, to ona musi od tego spadku zapłacić prawie 400 000 zł podatku. I co? Skąd weźmie te pieniądze? A to tylko jeden z problemów.
 

Davidas

Ten Nieznośny
Dołączył
4 Styczeń 2013
Posty
342
Punkty reakcji
50
Wiek
34
Społeczeństwo funkcjonuje na określonych zasadach. Do tej pory funkcjonowało dobrze. Małżeństwo to małżeństwo. Nieformalny związek to nieformalny związek. Proste definicje, proste zasady. Konkretne decyzje.

Jeśli będziemy przesuwać określone przywileje małżeńskie w stronę nieformalnych związków, to prościej będzie zlikwidować instytucję małżeństwa jako taką i na nowo zdefiniować prawnie związek dwojga (lub więcej) ludzi. Bo sprowadzenie małżeństwa tylko do rytuału, w którym dwie osoby wyznają sobie publicznie miłość przed takim czy innym urzędnikiem bez dalszych ściśle określonych konsekwencji prawnych (stopniowo rozszerzanych na inne formy związków) - nie ma po prostu sensu. Równie dobrze mogliby to bo zrobić przed sąsiadem albo kimkolwiek.
 

glowonog

feniks
Dołączył
14 Maj 2017
Posty
878
Punkty reakcji
34
Społeczeństwo funkcjonuje na określonych zasadach. Do tej pory funkcjonowało dobrze. Małżeństwo to małżeństwo. Nieformalny związek to nieformalny związek. Proste definicje, proste zasady. Konkretne decyzje.

Jeśli będziemy przesuwać określone przywileje małżeńskie w stronę nieformalnych związków, to prościej będzie zlikwidować instytucję małżeństwa jako taką i na nowo zdefiniować prawnie związek dwojga (lub więcej) ludzi. Bo sprowadzenie małżeństwa tylko do rytuału, w którym dwie osoby wyznają sobie publicznie miłość przed takim czy innym urzędnikiem bez dalszych ściśle określonych konsekwencji prawnych (stopniowo rozszerzanych na inne formy związków) - nie ma po prostu sensu. Równie dobrze mogliby to bo zrobić przed sąsiadem albo kimkolwiek.

No widzisz, a moim zdaniem samo małżeństwo sprowadza się własnie do takiego rytuału. To coś, od czego będzie się w życiu odchodziło i bardzo dobrze. To decyzja dwojga ludzi, w jaki sposób chcą ze sobą żyć, czy chcą brać ślub, czy nie. Dlaczego państwo ma im to narzucać?

Pójdę dalej - dlaczego niby życie w trójkącie miałoby być nielegalne? Bo komuś w rządzie się to nie podoba? A może tym trojga ludziom to się podoba i chcą tak żyć, razem, w jednym gospodarstwie domowym, uprawiając między sobą seks i dzieląc trudy życia codziennego. Co Tobie, albo komukolwiek do ich decyzji?

Z jakiego powodu państwo ma regulować i stopniować kolejne formy związków, jak się wyraziłeś? Dlaczego nie mogę mieć prawa dziś zapisać u notariusza notatki, że Pani taka, a taka jest moja partnerką i to jej w ramach tego związku partnerskiego oferuje swój majątek w razie W, a za pół roku w nowej notatce u notariusza nie mogę zmienić zdania, że teraz zapisuję to innej dziewczynie? Dlaczego musimy przechodzić przez sprawy rozwodowe ciągnące sie latami ,jeśli dwoje ludzi, którzy decydują się na taki krok i tak juz się nie kochają i nie będą ze sobą? To niepotrzebna nikomu biurokracja i blokowanie sądów.

To śluby są częstą przyczyną zdrad. W normalnych warunkach, kiedy przestajesz się dogadywać z partnerką i się wypaliliście, po prostu się rozchodzicie i idziecie swoją ścieżką. W przypadku ślubu idziesz do kochanki, a żona do kochanka. Dzielicie wspólne gospodarstwo domowe, sypiając z kimś innym, bo prawo narzuca Wam ciągnącą się miesiącami, a czasem latami procedurę rozwodową. Płacą za to podatnicy, nie wiedzieć czemu. To nie ma sensu, a nie związki partnerskie.

A, nie zapominajmy o homoseksualistach. Oni tez mają uczucia i uważam, że mają prawo do przekazania majątku partnerowi / partnerce na takich samych zasadach, jak para heteroseksualna, a w Polsce obecne przepisy im to uniemożliwiają.
 

wiki9969

Dzieciak
Członek Załogi
Moderator
Super Moderator
VIP
Dołączył
27 Marzec 2020
Posty
558
Punkty reakcji
18
Miasto
Dzielnica Łódzka
Co do podatków zgodzę się. Rzeczywiście w przypadku spadkobierców niespokrewnionych on jest. Jednakże tak jak Davidas napisał, w przypadku zmiany prawa i legalizacji związków partnerskich byłoby to zrównanie związków z małżeństwami. Ale czy to byłoby dobrym rozwiązaniem?
Macuś, małżeństwo to nie jest tylko wyznanie sobie publicznie miłości. To jest coś więcej.
Zdrady? Ja osobiście nigdy bym nie zdradziła, jednakże wiem doskonale że do tego małżeństwa nie potrzeba. Wiele osób cierpi będąc zranionym przez drugą osobę nie posiadając obrączki na palcu.
Rozwody... Dziś łatwo przychodzi nam o tym rozmawiać, ponieważ są one na porządku dziennym. A dzieje się to dlatego, że człowiek nie potrafi rozmawiać z drugim człowiekiem. Nie wiemy czym jest kompromis, a to jest bardzo ważne.

Teraz odnośnie samych związków. Małżeństwo było i jest czymś niepodważalnym. Ono cementuje związek natomiast związek partnerski może być luźniejszą formą, która nie zobowiązuje do tego by wiązać się z kimś na stałe. Ja zawsze będę stawała po stronie małżeństw.

Jednak co do dziedziczenia to uważam że prawo w niektórych sferach funkcjonowania związków nieformalnych powinno być na równi z małżeństwami. Dlaczego? Jeżeli dwoje ludzi ze sobą żyje i razem pracuje na majątek, to dlaczego w przypadku śmierci jednego z nich to rodzina ma pierwszeństwo? Tym bardziej, że nie przyłożyli ręki do tego. Po drugie w przypadku wzięcia kredytu po rozstaniu spłaca tylko jedna strona. Dlaczego, jeżeli na kredyt decydowały się dwie osoby? Tutaj warto spojrzeć nie tylko od strony korzyści, ale również od strony strat. Podatek, długi i samotność, to bardzo obciąża drugiego człowieka.
Dlatego choć nigdy nie będę za zrównaniem związków partnerskich z małżeństwami o tyle zawsze będę uważała, że w niektórych (!) kwestiach prawo powinno na równi traktować wszystkich obywateli.
 

Davidas

Ten Nieznośny
Dołączył
4 Styczeń 2013
Posty
342
Punkty reakcji
50
Wiek
34
To coś, od czego będzie się w życiu odchodziło i bardzo dobrze. To decyzja dwojga ludzi, w jaki sposób chcą ze sobą żyć, czy chcą brać ślub, czy nie.
Jasne, że się będzie od tego odchodzić. Już się odchodzi. Zresztą jest to jeden z bardziej widocznych elementów rozkładu społecznego w świecie zachodniego człowieka, który utracił pewne zdolności. Inne kultury (Azji, Afryki, Iberoameryki) nie mają z tym problemów, nie odchodzą, wręcz przeciwnie - zacieśniają te podstawowe związki międzyludzkie jak małżeństwa, jak rodziny. Instytucja małżeństwa jest znana już w społecznościach pierwotnych. Jest ściśle związana z naturą człowieka jako istoty społecznej. To od niej zaczyna się ekspansja życia społecznego, stabilizacja jednostki, bezpieczeństwo rodzinne, im silniejsze są zręby tych podstawowych komórek - tym silniejsza jest całość. Takie prawa biologii. To, że dziś Europejczyk czy Amerykanin nie potrafi stworzyć stałego związku z drugim człowiekiem, nie potrafi wziąć odpowiedzialności za siebie i za drugiego człowieka, nie jest argumentem przemawiającym za likwidowaniem małżeństwa jako przeżytku. Małżeństwo jako podstawa rodzinna przetrwa i tego "nowoczesnego" Europejczyka i Amerykanina - co do tego nie ma wątpliwości, liczby mówią same za siebie. Światowa populacja stale rośnie, dobija do 8 miliardów a Europa i Ameryka Północna mają problemy demograficzne. W przyszłości europejski emeryt będzie miał za sobą 10 związków ale 0 dzieci. Natomiast europejski Arab będzie miał jedną żonę i 10 dzieci. Ale to bardziej antropologia i socjologia niż prawo.

Oni tez mają uczucia i uważam, że mają prawo do przekazania majątku partnerowi / partnerce na takich samych zasadach, jak para heteroseksualna, a w Polsce obecne przepisy im to uniemożliwiają.
Wystarczy znieść podatek od spadków bez mieszania w to spraw matrymonialnych. Bez łączenia tego z jakimikolwiek związkami. Istniejące dziury w obecnym prawie i wszystkie możliwe obejścia oraz interpretacje sądowe zastąpić konkretną ustawą i temat z głowy. Nie trzeba sięgać do rewolucji społecznej i obyczajowej by to załatwić.
 

glowonog

feniks
Dołączył
14 Maj 2017
Posty
878
Punkty reakcji
34
Wystarczy znieść podatek od spadków bez mieszania w to spraw matrymonialnych. Bez łączenia tego z jakimikolwiek związkami. Istniejące dziury w obecnym prawie i wszystkie możliwe obejścia oraz interpretacje sądowe zastąpić konkretną ustawą i temat z głowy. Nie trzeba sięgać do rewolucji społecznej i obyczajowej by to załatwić.
Taka rewolucja, że podatki 2 lata później się płaci.

Co do podatków zgodzę się. Rzeczywiście w przypadku spadkobierców niespokrewnionych on jest.
W przypadku spokrewnionych też. Podatek nie istnieje jedynie w przypadku 0 linii pokrewieństwa.

Instytucja małżeństwa jest znana już w społecznościach pierwotnych. Jest ściśle związana z naturą człowieka jako istoty społecznej. To od niej zaczyna się ekspansja życia społecznego, stabilizacja jednostki, bezpieczeństwo rodzinne, im silniejsze są zręby tych podstawowych komórek - tym silniejsza jest całość. Takie prawa biologii.
Spokojnie, zaraz powiążesz lądowanie na księżycu z instytucją małżeństwa! Nie zapędzaj się tak. Arab, którego dałeś za przykład nieco dalej, niż cytowany tekst będzie miał 5 żon, w czasach średniowiecza zmiana żony, a na pewno kochanki po kilka razy w ciągu życia była czymś normalnym. Azjaci? Azjaci maja swoje żony, a żony swoich mężów, a jak już maja dziecko, to sobie radośnie pukają na boku, małżeństwo obliguje ich niejako do wychowania dziecka. Tylko pytanie, czy w takiej atmosferze powinno sie je wychowywać?



Jeśli chodzi o małżeństwo, to widzę jego sens dla państwa w przypadku adopcji dzieci, bo, jak już Wiki napisała, małżeństwo to pewna deklaracja, która dla aparatu państwowego jest więcej warta, niż związek nieformalny. Przy całej reszcie nie widzę sensu dla rozdzielania przepisów na małżeństwa i związki nieformalne, po prostu ludzie dziś często za siebie wychodzą, by np. wziąć kredyt, albo przekazać drugiej połowie połowę mieszkania. Gwarantuję Wam, że wspólny kredyt jednoczy tak samo, jak małżeństwo ;)

Rozwody... Dziś łatwo przychodzi nam o tym rozmawiać, ponieważ są one na porządku dziennym. A dzieje się to dlatego, że człowiek nie potrafi rozmawiać z drugim człowiekiem. Nie wiemy czym jest kompromis, a to jest bardzo ważne.
A co to, przepraszam Wiki, zmienia w naszej dyskusji? Pozostawienie statusu quo w sprawie związków nieformalnych i brak wprowadzania związków partnerskich nauczy ludzi, by ze sobą rozmawiać i chodzić na kompromisy? Oczywiście, że nie.

Generalnie jeśli o mnie chodzi, to mam w nosie dyskusje i rozważania natury ideologicznej. Wyleczyłem się z ideologii już jakiś czas temu, uważam, że jest to narzędzie do trzymania ludzi za mordę i do zmuszania ich do posłuszeństwa wobec rządzących warchołów. W kwestii związków nieformalnych interesuje mnie tylko kwestia ekonomiczna, całą resztę mam w du... nosie.
 
Do góry