Mecz polskiej siatkówki z Rosją

Marcin_chodź

Nowicjusz
Dołączył
9 Sierpień 2012
Posty
3
Punkty reakcji
0
Co myślicie o wczorajszym meczy polskiej siatkówki z Rosją?
czy znów chcięliśmy dobrze, a wyszło jak zawsze?
 

taka-ja-92

"Ms. irrepressible romantic."
Dołączył
7 Sierpień 2012
Posty
557
Punkty reakcji
23
Wiek
27
Miasto
Gdańsk
Oglądałam całe spotkanie. Szczerze mówiąc nie wiem co się stało.. Mimo wszystko byłam nastawiona, że to my wygramy. Widziałam, że chłopaki się starali, że było im mega ciężko, bo nie dawali rady... Może to już zmęczenie, duża presja, dobra forma Rosjan... to wszystko na pewno ma wpływ.

No ale prawdziwy kibic po porażce dalej wierny! ;)
Nie zapominajmy ile dali nam radości i uśmechu po Lidze Światowej. :)
 

Greeg

Wredny ch* ;)
Dołączył
9 Lipiec 2008
Posty
3 521
Punkty reakcji
313
Miasto
Kobieta :)
Ja bym powiedział, że to standard. Niemalże od początku edukacji, od lat wpychamy dzieciakom w historii nasze historyczne porażki, powstania i wszystkie te bzdety, które w końcowym rozrachunku zawsze kończą się porażką. Heroiczne porażki, zwycięskie remisy i inne pierdoły. No i efekt jest potem taki, że jak wychodzi człowiek 20 letni z murów szkoły, uczelni, zaczyna życie to jest przesiąknięty tą porażką (zwłaszcza jak ogląda często sport, w wykonaniu Polaków). I potem jak w swoim życia ma wyjść coś zrobić to nogi drżą i koniec końców też przegrywa.

A taki Niemiec ? Siada sobie w sobotę z chipsami przed TV i ogląda jak jakaś średnia Niemka, jedna z dziesiątek biorących udział na olimpiadzie rozwala drugą rakietę świata Radwańską i mysli sobie : no tak, przecież to Polka była. I tak to obok siebie żyją dwa kraje - w jednym żyją zwycięzcy, a w drugim przegrani.

Demonizuję ? Nie. po prostu wiem, ze taka papka, wieczne porażki siadają na glowę. Chciałbym, aby przyszłe pokolenia mogly tego uniknąć. W Ameryce jest "the winner takes it all" (zwycięzca bierze wszystko), a u nas dostajemy orgazmu, gdy których z naszych dostanie po mordzie bo będzie to "heroiczna porażka", nad którą można się podniecać, masturbować i Bóg wie co jeszcze robić.

Siatkarze przegrali bo byli słabi, zdecydowanie za słabi na Rosjan. Wygrali ligę światową bo inne kraje (poza Bułgarią) skupiły się nie na LŚ, a na olimpiadzie. Kiedy przyszło do walki z rywalami w pełni zmobilizowanymi , efektem jest oczywiście porażka. Dlatego respekt dla Majewskiego, że potrafił wyjść, zrobić swoje i rozwalić wszystkim - w Polsce stanowczo mamy deficyt takich urodzonych zwycięzców. Zamiast nich mamy stado piz**czek wychowanych w kulcie porażki.
 

taka-ja-92

"Ms. irrepressible romantic."
Dołączył
7 Sierpień 2012
Posty
557
Punkty reakcji
23
Wiek
27
Miasto
Gdańsk
Ja bym powiedział, że to standard. Niemalże od początku edukacji, od lat wpychamy dzieciakom w historii nasze historyczne porażki, powstania i wszystkie te bzdety, które w końcowym rozrachunku zawsze kończą się porażką. Heroiczne porażki, zwycięskie remisy i inne pierdoły. No i efekt jest potem taki, że jak wychodzi człowiek 20 letni z murów szkoły, uczelni, zaczyna życie to jest przesiąknięty tą porażką (zwłaszcza jak ogląda często sport, w wykonaniu Polaków). I potem jak w swoim życia ma wyjść coś zrobić to nogi drżą i koniec końców też przegrywa.

A taki Niemiec ? Siada sobie w sobotę z chipsami przed TV i ogląda jak jakaś średnia Niemka, jedna z dziesiątek biorących udział na olimpiadzie rozwala drugą rakietę świata Radwańską i mysli sobie : no tak, przecież to Polka była. I tak to obok siebie żyją dwa kraje - w jednym żyją zwycięzcy, a w drugim przegrani.

Demonizuję ? Nie. po prostu wiem, ze taka papka, wieczne porażki siadają na glowę. Chciałbym, aby przyszłe pokolenia mogly tego uniknąć. W Ameryce jest "the winner takes it all" (zwycięzca bierze wszystko), a u nas dostajemy orgazmu, gdy których z naszych dostanie po mordzie bo będzie to "heroiczna porażka", nad którą można się podniecać, masturbować i Bóg wie co jeszcze robić.

Siatkarze przegrali bo byli słabi, zdecydowanie za słabi na Rosjan. Wygrali ligę światową bo inne kraje (poza Bułgarią) skupiły się nie na LŚ, a na olimpiadzie. Kiedy przyszło do walki z rywalami w pełni zmobilizowanymi , efektem jest oczywiście porażka. Dlatego respekt dla Majewskiego, że potrafił wyjść, zrobić swoje i rozwalić wszystkim - w Polsce stanowczo mamy deficyt takich urodzonych zwycięzców. Zamiast nich mamy stado piz**czek wychowanych w kulcie porażki.

hmm... wiesz co ja myślę? Że nieważne kto i co czego naczuczy, bo jeśli ktoś chce coś osiągnąć, naprawdę walczy o to z całych sił to po prostu jest w stanie.
Owszem, czasem szczęście robi dużo, ale nie możemy teraz ich tak po prostu skreślić. Głupio mi, że to porównuję, ale ile razy uczę się do jakiegoś zaliczenia czy egzaminu, naprawdę uczę (nie kuję, staram się zrozumieć sens i wszystko co trzeba) i o ledwo 3... a i raz poprawka mi się zdarzyła... a obok koleżanka jedyne co zrobi to na papierosie przejrzy notatki i wyjdzie z 4.

Oni naprawdę chcieli.. dużo ćwiczyli.. Nie skreślaj ich tak.
 
B

Blancos

Guest
Niemalże od początku edukacji, od lat wpychamy dzieciakom w historii nasze historyczne porażki, powstania i wszystkie te bzdety, które w końcowym rozrachunku zawsze kończą się porażką.
A ja myślę inaczej trochę - że my mamy jakiś cholerny narodowy kompleks i olbrzymią potrzebę udowadniania sobie i innym, że jesteśmy coś warci. Dobitnie widać to po polskich kibicach - jak jakiemuś z naszych sportowców się uda to zaraz staje się bohaterem narodowym, chlubą ojczyzny, ale jak tylko coś nie wyjdzie to zaraz jest olbrzymia lawina krytyki, żądania głowy, etc. Odnoszę takie wrażenie, że nie potrafimy generalnie przyjąć porażki w sporcie jako czegoś, co się po prostu czasami zdarza i traktujemy to jako obrazę majestatu najjaśniejszej Rzeczypospolitej i nas samych. I każdy nagle staje się największym, narodowym ekspertem i znawcą, a jechaniu po przegranych końca nie ma.

Natomiast po zwycięstwach... przepełnia nas buta, brak szacunku dla rywali (włącznie z brakiem kultury - co to ma być za gwizdanie na rywali?), przekonanie o tym, że dominujemy i bezwzględne żądanie kolejnych zwycięstw i sukcesów, które bez zwątpienia wywołuje olbrzymią presję na sportowców.

Siatkarze przegrali bo byli słabi, zdecydowanie za słabi na Rosjan.
Z tym się z kolei zgadzam - w dniu meczu byliśmy po prostu słabsi i nie zasłużyliśmy na zwycięstwo. Jak ja do tego podchodzę? Bardzo prosto - trudno, stało się. Trzeba wyciągnąć wnioski, poprawić parę elementów i spróbować powalczyć w następnej imprezie. Jakieś tam rozczarowanie jest, bez przesady.
 
Do góry