tu jest opisana cała walka
Tradycyjna walka psów wyglšdała mniej więcej tak: kiedy właściciel walczšcego pita chciał wystawić go do walki, najpierw musiał zadecydować, w jakiej kategori wagowej pies ma występować. Gdy już to ustalił, wieść o tym była z reguły przekazywana w podziemnym �wiatku z ust do ust, że taki to a taki pit gotowy startować w takiej to a takiej kategori wagowe. Kiedy znalazł się odpowiedni przeciwnik, zwykle wpłacano jakiej� zaufanej osobie pewnš sumę pieniędzy, tzw. zastaw, i czasami spisywano odpowiedni kontrakt. Po ustaleniu terminu walki psy poddawano �cisłemu re�imowi dietetyczno-treningowemu, tzw. "keep", majšcemu na celu uzyskanie żšdanej wagi psa przy zachowaniu jego maksymalnych możliwo�ci siłowo-wytrzymało�ciowych. Mogło to trwać �rednio od sze�ciu tygodni do nawet trzech miesięcy, i w tym czasie na wła�ciwe przygotowanie psów należało po�więcać po kilka godzin dziennie. Przed rozpoczęciem walki rzucano monetš, a osoba wygrywajšca decydowała, który pies ma być kšpany pierwszy. Psy zawsze były kšpane przez wła�cicieli swoich przeciwników, bezpo�rednio przed walkš. Miało to wykluczyć możliwo�ć nasšczania sier�ci psów jakš� odstraszajšcš czy nawet trujacš substancjš, która mogłaby zadecydować o wyniku walki. Po umyciu i wysuszeniu psy były owijane w ręczniki i odstawiane do swoich narożników. Nasuwa się porównanie z walkš bokserskš, ale tak to się odbywało naprawdę i tak to było rozumiane jako czysty sport, a nie jako "krwawa jatka" tak czesto opisywana przez mass media. Każdy pies doskonale wyczuwał, co się za chwilę stanie i często przedwcze�nie tak bardzo się ekscytował, że trzeba go było uspokajać, aby oszczędzić jego energię. W odpowiednim momencie sędzia dawał znak i walka się rozpoczynała. Na ringu oprócz walczšych psów były zawsze obecne trzy osoby: dwóch handlerów (lub wła�cicieli psów) i sędzia. Widzowie i ci, którzy uczestniczyli w zakładach, tłoczyli się dookoła ringu i czasami na widowni znajdowało się jednocz�nie nawet kilkaset osób. Większo�ć pitów walczyła w milczeniu używajšc kombinacji siły i sprawno�ci, zmagały się jeden z drugim, zawsze próbujšc złapać przeciwnika swoim ulubionym chwytem. Jedne pity słynęły z dobrego chwytu za nogi, inne za uszy. Kiedy już pit zacisnšł swoje zęby na ciele przeciwnika, zazwyczaj nie puszczał, dopóki nie dojrzał sposobno�ci lepszego chwytu bšd� też przeciwnik jakim� sposobem się nie uwolnił. Dlatego też słynne opowie�ci o rozprutych brzuchach i fruwajšcych wnetrzno�ciach można po prostu między bajki włożyć. Z tego samego też powodu większo�ć ran, jakich psy doznawały w walce to rany kłute, a nie cięte czy szarpane. W miare upływu czasu walka stopniowo zwalniała tempo, gdy obydwa psy wydawały się usatysfakcjonowane swoimi chwytami i nie chciały ich. rozlu�nić. Czasami żaden z przeciwników nie poruszał się przez kilka minut co u nie wtajemniczonego widza wywoływało wrażenie, że psy sš nieprzytomne lub martwe. Taka metoda walki wynikała po prostu z do�wiadczenia pitbulli, które nie chciały tracić energii na zbędne ruchy, majšc przewagę w dobrym chwycie. Podczas "meczu" handlerzy często znajdowali się tuż obok walczšcych psów, szepcšc do nich czule i zachęcajšc do dalszej walki. Nie wolno im jednak było dotykać psów, chyba że tak nakazał sędzia. Czasami podczas walki zdarzało się, że język psa lub wargi dostawały się pomiędzy jego własne zęby i wówczas większo�ć sędziów próbowała mu pomóc, używajac do tego celu ołówka. Je�li sędzia nie dawał rady, wówczas nakazywał handlerom rozdzielenie psów. Następnie ustawiano je naprzeciw siebie w odległo�ci około półtora metra i walka była kontynuowana. Gdy zdarzyło się, że jeden z psów odwrócił głowę i przód tułowia od przeciwnika lub gdy przez dłuzszy czas żaden nie potrafił złapać wystarczjšco mocno, sędzia ogłaszał tzw. "turn". Wtedy psy były zabierane do swoich narożników i stamtšd wykonywały tzw. "scratch, czyli były "puszczane" na siebie na zmianę. Atakujšcy pies miał 10 do 30 sekund na to, aby przebiec cały ring i dopa�ć przeciwnika. Je�li tego nie zrobił w wymaganym czasie lub gdy handler poddał go (uważajšc, że nie ma on szans na wygranš) walka była zakończona. O psie, który w okre�lonym czasie nie zaatakował, mówiło się, że stracił swojš "gameness", czyli waleczno�ć i z reguły taki pies był pó�niej usypiany. Natomiast ten, który mimo ran z zapałem szarżował na oponenta, był uważany za "very game", czyli za bardzo walecznego pita i wielce ceniony. Czasami bywało, że handler widzšc, iż jego pies jest ciężko ranny poddawał go, ratujšc mu w ten sposób życie. Jednak nawet taki "przegrany" pies był okiaskiwany i przedstawiał dużš warto�ć hodowlanš, je�li wcze�niej nie zawahał sie ani na chwilę przed zaatakowaniem przeciwnika.


























