Skocz do zawartości

Witaj!

Zarejestruj się, aby dołączyć do jednej z największych polskich społeczności!

Zdjęcie
- - - - -

W drodze do marzen

marzenia droga przygoda trudnosci zyciowe watpliwosci samotnosc depresja

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

Janusz

Janusz
  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 2899 postów
  • PłećMężczyzna

#1 darekZly

darekZly

    Nowicjusz

  • Piaskownica
  • Pip
  • 2 postów

Napisano 24 listopad 2014 - 04:36

Czesc wszystkim.

 

Zastanawia mnie czy jest tu ktos podobny do mnie, kto obral podobna sciezke zyciowa co ja i boryka sie z podobnymi problemami do moich. Chcialbym tez sie podzielic z wami moimi niektorymi doswiadczeniami zyciowymi, nie specjalnie zeby otrzymac jakas zlota rade, czy sie wyplakac...Po prostu czuje taka potrzebe i moze komus przy okazji pomoge. Bedzie to dosc dlugi post i napisany troche w poetycki sposob, wiec nie bierzcie wszystkiego doslownie bo pozniej powiecie ze chyba cos cpalem a pozniej farmazony w internecie wypisuje ;-) i przepraszam za brak polskich znakow i gramatyke ale od lat nie mieszkam w Polsce.

 

ok. Ponad rok temu bylem zwyklym 20 letnim chlopakiem, ktory zyl z dnia na dzien, marnowal swoj czas i tlen nie robiac nic co mialo by jakikolwiek glebszy sens. Praca-dom, dom-praca i tak w kolko... Z czasem stalem sie coraz bardziej zamkniety w sobie, wrogo nastawiony do ludzi i mialem zal do wszystkich i do boga ze moje zycie wygladalo tak jak wygladalo. Zaczalem czuc sie jak "przegraniec zyciowy".

Z czasem zaczalem czuc potrzebe wyruszenia w "przygode", ktory ponoc kazdy z nas mial w wieku okolo 16-24lat. w tym momencie zaczela sie moja przemiana, wewnetrza, wiedzialem ze jezeli nie odpowiem na to "wezwanie" to ktoregos dnia matka znajdzie mnie z petla na szyji... Chcialem isc w swiat pomagac ludziom, zrobic cos pozytecznego ze swoim zyciem, zmienic prace ktorej wtedy nienawidzilem, przeprowadzic sie do innego miasta, otworzyc wlasny biznes itd itd... Ale oczywiscie balem sie postawic pierwszy krok na sciezce pelnej wyzwan, prob i bledow, wrogow i wszechobecnej ciemnosci i strachu. Jedyne czym dysponowalem byla wiara w siebie, wiedzialem ze przyjaciele i rodzina ne beda w stanie mi pomoc, bo nawet nie pojmowali co czulem i czego chcialem, to wszystko bylo ponad ich rozumowanie.

 

Powtarzali "chlopak nie badz glupi masz prace, masz gdzie mieszkac i chcesz to wszystko tak zostawic, zeby gonic za marzeniami? nie badz glupi, nie jestes juz dzieckiem" tak wiec od samego poczatku ide w samotnosci. Wtedy poznalem moich mentorow, sa to dwie osoby okolo 15 lat starsze odemnie, jeden jest moim przyjacielem a drugiego znam tylko z internetu ale jest najwazniejsza osoba w moim zyciu. Kiedy rozmawialem z nimi na temat "wyruszenia w przygode", dodawali mi mi otuchy i zachecali do dzialania, kierowali mnie troszke i rozswietlali droge przez ktora szedlem, bo oni sami rowniez przechodzili lata temu przez to co ja. Bylem im wdzieczny tak bardzo jak tylko moglem, ale niestety nauczyli mnie wszystkiego co mogli i teraz jestem znowu sam i czuje sie zagubiony, troche jak dziecko we mgle. Ostatnie kilka miesiecy byly naprawde trudne, musialem podjac sporo trudnych ale waznych decyzji dla mnie (np zwolnilem sie z dobrzeplatnej pracy teraz mam problem znalesc nowa, przeprowadzilem sie do innego miasta gdzie nie znam nikogo, nie mam co liczyc na jakakolwiek pomoc od innych a zamiast tego inni ludzie sami przychodza do mnie zebym im pomogl a niestety ze mam dobre serce to pomagam jak tylko moge, poza tym przeszedlem juz przez tyle nowych sytuacji i problemow ze dlugo by wymieniac). Tak wiec kraczac ta sciezka zaczalem pierwszy raz w siebie watpic, jedyna bron jaka mialem przeciwko trudnosciom zyciowym (czyli wiara w siebie) zaczela sie tepic. Chcialbym wrocic do domu, do tego co znane i wygodne i zrezygnowac z zycia pelnego porazek, bolu, samotnosci, uczenia sie na bledach i strachu, ale wiem ze gdybym to zrobil oznaczalo by to porazke i chyba juz nigdy nie mogl bym spojrzec na siebie w lustrze. Bije sie z samym soba majac nadzije ze moje nastepne decyzje beda tymi wlasciwymi. Na poczatku cieszylem sie z obranego kursu, ale teraz ta radosc zanika z dnia na dzien, wiem ze jezeli nie zdezerteruje to ktoregos dnia najprawdopodobniej za kilkanascie lat bede szczesliwym czlowiekiem majacym prace ktora lubie wykonywac, wspaniala rodzine, moze nawet wlasny dom, a co najwazniejsze bede odczuwal wewnetrzy spokoj ze zrobilem to co kazalo mi moje serce a nie to co mowili mi inni ludzie kierujacy sie rozumem bedacy niewolnikami systemu i potrzeby stabilnosci finansowej. Poza tym jest jeszcze jedna nagroda - widze jak sie zmieniam jak zmienia sie moj charakter, zbieram wazne doswiadczenia zyciowe ktore napewno mi sie przydadza i z chlopca stalem sie meszczyzna. W tej chwili jest ciezko ale mam nadzieje ze to przejsciowe.

 

A jak jest z wami, tez przechodziliscie przez podobna sytuacje? Jezeli tak, to jaka decyzje podjeliscie i jaki byl jej skutek, czy zalujecie? a moze jest cos o co wy chcieli byscie zapytac mnie? Zaprasza do wypowiadania sie ;)

Pozdro!


  • 0





Również z jednym lub większą ilością słów kluczowych: marzenia, droga, przygoda, trudnosci, zyciowe, watpliwosci, samotnosc, depresja

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0