Crow0, zgadzam sie z toba w 100 procentach.
Co do przypadku Emily rose - ludzie (co niektorzy) czy wy nie widzicie jaka to jest bajka? Przede wszystkim sad uwierzyl prawdziwym lekarzom a nie ksiedzom przez ktorych egzorcyzmy zmarla. Ten proces trwal przez dlugi czas i zostalo udownodnione ze ona chorowala na padaczke,a obcych jezykow (w tym laciny) uczyla sie w SZKOLE. Pozatym jak dostala atakow to byla nastolatka a zmarla jako dorosla kobieta (nie byla to dziewczynka jak wiekszosc ludzi pewnie mysli, nastepuje tu korelacja z filmem Friedkina) To jest nudny dla mnie temat a i po co dyskutowac ze stadem ekspertow ktorzy naogladali sie filmow i z nich czerpia swoja wiedze na temat domniemanego opetania. (ludzie wierza we wszystko co im wcisna media,smutne) zarzuce tylko linkiem -
http://www.racjonali...oga.klinicznego
Cytat
Ludzie chorzy na schizofrenię, potrafią zabić najbliższych, gdyż np. wierzą iż tak doradził im Bóg. Bardzo ciekawe są tu przypadku seryjnych morderców, głównie dokumentowane w USA, które obrazują jak niebezpieczna jest ta przypadłość.
Skazywanie na smierc bardzo chorych ludzi typu Richarda Chase, albo Alberta Fisha to porazka amerykanskiego systemu karnego.
Spoleczenstwo domaga sie ich smierci i w baardzo duzym stopniu wplywa to na decyzji psychiatrow sadowych ktorzy maja okreslic
czy chory rozumial co robi kiedy popelnial te czyny. (roznice pomiedzy dobrem a zlem) Juz dawno zauwazylem dzika fascynacje seryjnymi zabojcami w ameryce. Imiona takie jak Ted Bundy,Charles Manson powszechnie znane przez kazdego w tamtym regionie swiata. Tacy ludzie w wiezieniu dostaja setki listow milosnych i innej korespondencji. Mozna troche tego poczytac na
http://www.askaconvict.com/ (nie wiem nawet jak ja tam trafilem)
Cytat
Wydaje mi się, że chyba sam jestem opętany od jakiegoś czasu, chociaz nie wiem czy to tak można nazwać... Moje życie od paru miesięcy albo nawet roku sie zmieniło, byłem nieśmiały, mało towarzyski i miałem przez to problemy w życiu, ale wychodziłem z tego powoli, aż w końcu coś się zmieniło, wpadłem w dołek, straciłem kontakt z ludźmi i po prostu się ich bałem. Gdy patrzyłem w lustro, to czułem się jakbym to wcale nie był ja. Strasznie mnie deneruje, gdy inni ludzię są przy mnie, boję się popatrzeć komuś prosto w oczy, a gdy znajduję się w towarzystwie nieznajomych ludzi, to robię się czerwony, pocę się i wszystko mnie zaczyna swędzieć, po prostu czuję się bardzo niekomfortowo. Moje samopoczucie jest gorsze niż kiedyś. Powoli się do tego przyzwyczaiłem, moje życie już nie jest takie jak kiedyś, coś się zmieniło, nie wiem co robić, tak naprawdę to wiem, że jest ze mną źle, ale absolutnie nic nie chcę z tym zrobić.
To nie jest zadne opetanie, bo nie ma czegos takiego jak opetanie. Nie rozumiem czemu ludzie tak czesto mowia ze sa opetani zeby usprawiedliwic swoje dolegliswosci. Moze to bardziej cool niz przyznanie ze jest sie chorym?.