Felieton ma na celu przedstawienie z pozoru proste i przyjemne poczynania ucznia w nieco innym świetle .Ma ukazać, że jego życie wcale nie jest łatwe.
Trudne dnia początki
Wbrew powszechnym przekonaniom, życie ucznia wcale nie jest łatwe. Z samego rana, kiedy świat tonie jeszcze w ciemnościach budzik zaczyna dzwonić jak obłąkany. Nieszczęsna istota zdaje sobie sprawę, że przestawienie wskazówki o kolejne pięć minut w sumie tylko pogorszy sytuację. Opuszczając ciepłe łóżko z wyraźnym grymasem na twarzy. Po zmyciu reszty snu z powiek przechodzi do fazy ubioru. Odbywa się ona w ogólnym pośpiechu i krzykach typu: ”gdzie są moje skarpetki”. Z racji kilkukrotnego przestawienia budzika, prawem związku
przyczynowo-skutkowego uczeń nie ma czasu na to by skonsumować śniadanie. Przejście przez pasy, kilka skrzyżowań i na horyzoncie pojawia się cel – budynek szkoły.
Oszałamiające pierwsze wrażenie
Pierwszym miejscem bitwy jest szatnia, gdzie tłumy ciągnących jeden za drugim studentów, walczą o jak najszybsze dojście do szafki. Następnym punktem strategicznym jest utrzymanie się na pozycji tak by nie zostać staranowanym bądź ewentualnie z bluzganym przez płeć piękną. Przy zmianie obuwia na klapki (tłumaczone względami bezpieczeństwa, natomiast na dobrą sprawę można ślizgać się w nich po korytarzu jak po lodowisku) orientuje się, że skarpetki nie są jednakowego koloru, jednak nie zgłębia dalej tego problemu, ponieważ dzwonek informuje o początku zajęć.
Owocna lekcja
Wbiegając do klasy tuz za nauczycielką próbuje zająć miejsce, w którym ukryje się przed jej czujnym wzrokiem. Dopiero po około pięciu minutach wlepiania oczu w gładką tablicę orientuje się na jakiej jest lekcji, padło na język polski. Nagle z ust polonistki padają słowa, które już niejedną osobę przyprawiły o dreszcze, drgawki i palpitacje serca: ”oddajemy wypracowania”. Uczeń nerwowo przerzuca w pamięci wydarzenia ostatniego tygodnia...matematyka, geografia, mecz, dyskoteka, fizyka, chemia i znowu mecz...Nic na temat jakiegokolwiek wypracowania. Z amoku wyrywa go zbliżająca się do niego polonistka. Uczeń zdeterminowany by tym razem trzymać fason przybiera prostą postawę oraz stanowczy wyraz twarzy, by w punkcie kulminacyjnym spuścić głowę i wydusić jedynie ciche „nie mam”. Nauczycielka nie dociekając powodu pominięcia wypracowania w „rozkładzie jazdy” ogłasza wyrok: niedostateczny. Uczeń postawiony już przed faktem dokonanym traci zainteresowanie zdobytym wyróżnieniem i ziewa przeciągle wpatrzony do końca lekcji w tarczę drażniącego pykadła.
Nauczycielka była tak zadowolona, że przeczytała przed całą klasą. Dobrze, że mnie wtedy nie było bo bym sie chyba ze wstydu spalił















