Skocz do zawartości

Witaj!

Zarejestruj się, aby dołączyć do jednej z największych polskich społeczności!





Zdjęcie

uważajmy na siebie

Napisane przez nancy , 12 październik 2018 · 33 Wyświetleń

Za każdym razem, kiedy ludzie decudują mi się zwierzać z najboleśniejszych spraw, dziwnie się czuję. Dwa dni temu dwie osoby w przeciągu 3 godzin opowiedziały mi o swoich problemach. I przez resztę dnia czułam ciężar tych opowieści na sobie. Jeden 62 letni Pan miał problem z zalogowaniem się do systemu. Z racji tego, że nie byłam mu wstanie pomóc przez telefon, poszłam do niego. Problem był błahostką i szybko został rozwiązany, ale stał się zaczątkiem rozmowy. Pan powiedział mi, że wkrótce już nie będę mieć z nim problemu, bo odchodzi z pracy. Więc zapytałam, czy pracę zmienia czy odchodzi na emeryturę. No i się zaczęło. Powiedział mi, że żona jest śmiertelnie chora i niewiele czasu jej zostało. To ona zapytała, czy mogą się przenieść nad morze, kupić mały domek i tam doczekać końca. Więc zdecydowali oboje, że to dobra decyzja. Dom w tym tygoniu trafi na sprzedaż. Co mnie najbardziej ruszyło, to to w jaki sposób zareagowały ich dzieci. Po prostu bez żadnego skrępowania padło pytanie, a co z naszymi pieniędzmi ze spadku, bo jak chcecie kupić domek nad morzem to coś wam zostanie. No i gdzie my się podziejemy. No ręce mi opadły. Jemu też. Widać, że sam nie wierzył w to co usłyszał. Ale nie na tym koniec. Wiedziałam, że pewnego dnia gość dostał telefon o śmierci kogoś bliskiego i tak jak stał wyszedł z pracy i nie było go dobre pół roku, może dłużej. Jak wrócił parę miesięcy temu, nie pytałam. Ale uśmiechał się, był taki jak kiedyś, więc też nie sądziłam, że pytanie o coś, co go zraniło, to dobry pomysł. Więc teraz sam zaczął. Powiedział, że zmarł mu brat bliźniak i nie potrafił sobie z tym poradzić do tego stopnia, że wpadł w depresję i próbował odebrać sobie życie. Ciężko się tego słuchało. Naprawdę ciężko. I dla niego też to było trudne, ale widocznie potrzebne. Między czasie, jego zdrowie samoistnie zaczęło się sypać i wylądował w szpitalu na stół operacyjny. Podczas operacji został wybudzony, aby sprawdzić jakieś parametry, o on jedynie powiedział lekarzom, że jest mu wszystko jedno i zapadł w ciemność. I może to wydawać się bardzo naciągane i takie nierealne, ale powiedział, że zaczął z zawrotną prędkością poruszać się w tunelu prosto do światła. I nagle wszystko się zatrzymało i został wybudzony po operacji. Przeżył. Wrócił do pracy. Teraz chce spędzić ostatnie chwile z żoną, bez codziennej przemocy w pracy, bez oglądania jak współpracownicy zostają ranni. Już ma tego dość, chce cieszyć się tym, co ma. Nie wiem dlaczego, ale opowiedziałam mu trochę o sobie. Jak sama walczyłam o życie, jak umierał mi na rękach mój syn. I powiedziałam mu, że wiem, jak bywa ciężko. A on wtedy mi powiedział, że w obliczu tego, co spotkało mnie, jego problemy są niczym. I tu się nie zgodziłam. To nie licytacja, kto ma bardziej gówniane przeżycia. Dla każdego z nas, nasze problemy są wielkie i bardzo ważne. Trzeba jedynie to wszystko unieść. Ja nie wiem, jakbym zareagowała na śmierć brata, a on nie wie, jak to jest trzymać dziecko na rękach jak ono umiera. I każdemu, kto danej tragedii nie przeżył, nie jesteśmy w stanie wytłumaczyć, jak sobie z tym poradzić. Jak mnie lekarze powiedzieli, że mój syn umrze w ciągu najbliższym 20 minut myślałam, że fizycznie i psychicznie sobie z tym nie poradzę. Wyłam z bólu, to nawet nie był płacz. Ale przeżyłam. Nawet teraz, 2 i pól roku później mam łzy w oczach, bo to było straszne. Ale dla niego strata brata bliźniaka była równie traumatyczna jak śmierć mojego syna. I tu nie ma wygranych, nie można określić, który ból był gorszy. Oba były i oba w jakiś sposób nas zmieniły. Rozeszliśmy się z uśmiechem na twarzy, bo żyjemy i chcemy żyć. Mimo wszystko.
Druga osoba, którą spotkałam już w drodze do drzwi wyjściowych, to kobieta z którą pracowałam na samym początku w tej firmie. To ona pokazała mi podstawy pracy, itd. Dużo mi pomogła. W przyszłym roku będzie odchodzić na emeryturę. I ja i ona pracujemy teraz w innych oddziałach. Ja, bo chciałam czegoś nowego, ona - bo jej luki w pamięci zaczęły tworzyć zagrożenie dla innych współpracowników. Parę lat temu, kiedy obie siedziałyśmy do zamknięcia drzwi na noc, rozmawiałyśmy o wszystkim. I ona w pewnym momencie powiedziała: "ja wiem, że tracę pamięć. Moja siostra miała demecję i wiem, że mnie też to czeka. Ja to wiem." Upłynęło parę miesięcy i znowu byłyśmy same. W ostatniej godzinie otwarcia wracają wszystkie klucze itd. Więc został jej wręczony klucz, którego zwrot powinien być podpisany i klucz miał zawisnąć w szafce. Więc ona trzyma ten klucz i bez przesady, kręci się w kółko. Więc pytam, czego szukasz? A ona, że nie wie, co ma z tym kluczem zrobić. - Włóż do szafki. - Ale ja nie wiem, do której, tu nie ma żadnej szafki. Więc podeszłam do niej, bo wyglądała jak wystraszone, zagubione dziecko. Odwróciłam ją i pokazałam szafkę. I wtedy wróciła. Zaczęła się śmiać i wszystko wróciło do normy. Zgłosiłam to w nadziei, że ktoś jej pomoże. Niewiele się wydarzyło. Wszyscy raczej uważali ją za dziwaka, który robi ludziom na złość. A ona po prostu jest chora. No alenie wiem, co się stało, że w końcu przenieśli ją do działo, gdzie nie będzie stanowiła zagrożenia dla siebie i innych. I te dwa dni temu, czekając aż elektroniczne drzwi zostaną otwarte, podeszła do mnie. Widzę, że coś jest nie tak. Więc pytam, czy wszystko w porządku. - "To coś co przydarza się, jak się starzejesz. Moja Pani Doktor stwierdziła, że miałam udar." A mnie zatkało. No bo co ja mogę na to odpowiedzieć. - "Kiedy?" - "Tego jeszcze nie wiedzą, ale widzą zmiany na skanach. Może wtedy gdzie bez powodu zasypiałam na siedząco? Nie wiem." Przykre to wszystko. Ja wiem, że raczej spodziewała się diagnozy demecji, ale nie udaru. Była załamana, a ja nie wiem, jak jej pomóc. Wiem, że nie chciała dłużej rozmawiać, tylko to z siebie wyrzucić. Więc rozeszłyśmy się ze słowami - "uważaj na siebie. "

 

Nie wiem, czemu ludzie dzielą się ze mną swoimi tragediami. Z jednej strony, to dobrze, bo opowiadając o tym, w jakiś sposób sobie pomagają. Z drugie strony, ja mam później niewytłumaczalnie kiepski humor, i nie chodzi o to, że jestem zła, ale ja nie potrafię znaleźć sobie miejsca. Uciszyć się. Źycie czasami jest do bani. I nie tylko moje. Uważajmy na siebie.



  • 0



Październik 2018

N P W Ś C P S
 123456
78910111213
14151617181920
21 22 2324252627
28293031