Skocz do zawartości

Witaj!

Zarejestruj się, aby dołączyć do jednej z największych polskich społeczności!





Zdjęcie

Moje góry i brak doliny

Napisane przez nancy , 10 kwiecień 2018 · 137 Wyświetleń

Cały czas mam wrażenie, że czekam, aby moje życie się zaczęło... może dlatego, że inaczej sobie je w głowie zaplanowałam. 36 lat, bez dzieci, po rozwodzie, po tzw. przejściach, w miejscu, gdzie tak naprawdę nie chcę być. Przypuszczam, że niektórzy mogą pomyśleć, że jeśli jestem niezadowolona to sama mogę to zmienić. I po części też tak uważam. Ale... nie jestem sama w tym moim życiu. Muszę, no może, chcę a nie muszę, liczyć się z uczuciami ludzi, którzy są dla mnie ważni. Problem polega na tym, że ja bym chciała uszczęśliwić wszystkich, a tak się nie da. Jeżeli, w moim mniemaniu, kogoś zawiodłam, mam później niesamowite poczucie winy i wyrządzonej krzywdy. Jakoś w tym wszystkim moje szczęście się przestaje liczyć. Czasami chciałabym zająć się tylko i wyłącznie sobą, nie zważać na innych, ale wyrzuty sumienia by mnie później zjadły. Więc tak sobie brnę w to dogadzanie wszystkich oprócz siebie samej. A jak mnie najdzie chwila samolubstwa to i tak zastanawiam się czy powinnam. Nawet ostatnie wakacje były mniej radosne tylko dlatego, że myślałam, że ten czas powinnam spędzić z mamą, którą rzadko widuję. Nie ważne było to, że po tygodniu w Hiszpanii byłam dwa tygodnie w domu. I tak miałam wyrzuty sumienia o ten jeden tydzień. Czy to się już nadaje na kozetkę u psychologa? Chyba tak. Ale był taki moment, że trafiłam do, no właściwie to nie wiem kogo. Kogoś w rodzaju psychologa, ale bardziej w sensie doradztwa niż diagnozy. Ja to nazwałam płatnym przyjacielem. Po prostu, ktoś komu można się wypłakać i nie być ocenianym. To było jakieś 3 lata, może 4 lata temu. To było po drugiej utraconej ciąży. Gdzieś w pracy wymknęło mi się, że mam czasami momenty, że żyć się nie chce. W mojej głowie to było raczej jak narzekanie, że ma się kiepski dzień. No ale.. usłyszała to jakaś "zatroskana" kobieta w pracy i życzliwie doniosła szefowi, że mam myśli samobójcze. Nie powiem, że byłam mało zaskoczona. Na nic się zdały moje wyjaśnienia, zostałam po prostu zmuszona do porozmawiania z płatnym przyjacielem. No więc poszłam. Właściwie ta wizyta u tej "przyjaciółki" odepchnęła mnie od psychologów. Ona była po prostu dziwna. Jeżeli rzeczywiście miałabym te myśli samobójcze, to po tej wizycie, przypuszczam, niewiele by się zmieniło. Wizyta trwała godzinę. Pani rozdrapała kilka starych ran i wypuściła do domu. Mogłam wrócić do pracy. I tyle. Nie twierdzę, że Ci ludzie nie pomagają, wręcz przeciwnie. Jeżeli komuś coś leży na duszy to gadanie do kogoś, kto kiwa głową w zrozumieniu, może pomóc. Właściwie, po rzeczach, które mnie spotkały w życiu, sama się dziwię, że jestem jaka jestem. Ale może i przez to, co mnie spotkało, nie umiem zaufać. Nie wiem. Każdy w końcu ma problemy, większe bądź mniejsze, ale ma. I dla każdego są one w pewnym momencie górą nie do zdobycia. Niektórzy poddają się pod samym szczytem, a niektórzy szczyt osiągają i widzą kolejną większą górę do zdobycia. Grunt w tym, by w końcu zobaczyć dolinę i do niej zejść, aby zacząć oglądać z oddali zdobyte szczyty. Ja mam wrażenie, że już kilka gór za mną i z utęsknieniem wyglądam doliny. Już mam dość wspinaczki. Chciałabym odpocząć, wrócić do domu, tam gdzie czas płynie inaczej...



  • 0



Sierpień 2018

N P W Ś C P S
   1234
567891011
121314151617 18
19202122232425
262728293031