Skocz do zawartości

Witaj!

Zarejestruj się, aby dołączyć do jednej z największych polskich społeczności!





Zdjęcie

11 lat...

Napisane przez nancy , 22 marzec 2018 · 204 Wyświetleń

Trochę lat minęło od kiedy tu się pojawiłam... a życie nadal mnie nie rozpieszcza. 2007 rok. Tyle się później wydarzyło... ale po kolei. Zmarł mi tata. Wiem, ze śmierć to nic nowego, ale bolało jak diabli, czasem nadal boli. Później miałam okazję przekonać się jak to jest być workiem treningowym dla kogoś, kogo się kochało i ufało. Wiem, też się zdarza i nie tak rzadko jak ludzie mogą myśleć. I to też czasami nadal boli. Podniosłam się, żyję. Więc idę do przodu, podniesiona głowa, którą tylko od czasu do czasu odwraca się sprawdzić, czy nikt mnie nie goni... Uśmiech losu... po 11 latach spotykam znowu moja wielką, cichą miłość. Radość jest niesamowita. Rozmowom nie ma końca. Nie chcę zasnąć, żeby nie tracić czasu... 11 lat to i tak za długo. Łzy radości mieszają się ze łzami smutku, że musimy wracać do swoich zajęć, daleko od siebie. I znowu pustka. I znowu lata tęsknoty. Znajduje kogoś innego... nie chcę czekać w nieskończoność, aż on zdecyduje czego chce. Kontakt się urywa. Żałuję i znowu boli. Ale idę dalej. Mam w końcu z kim. Po paru latach dwie kreski na teście ciążowym przewracają mi świat do góry nogami. Cieszę się jednak krótko. Poroniłam. Bolało. Podniosłam się. Parę miesięcy czekałam na kolejne dwie kreski. Pierwsze USG i bliźniaki. Cieszyłam się. Ale też nie za długo. W 12 tygodniu pożegnałam jednego z chłopców. W 16 urodziłam drugiego. Bolało. Nie mogłam się zdobyć na to, by go zobaczyć. Instynkt samozachowawczy wygrał. Nie umiałam się przemóc. Myślałam że pęknie mi serce. Nie zobaczyłam mojego syna. Czy żałuję? Cholernie. Mam wyrzuty sumienia, ale patrząc z perspektywy czasu, może i to dobrze, że zapamiętam go żywego, jak fikał koziołki na USG. Rok później znowu 2 kreski. I niesamowity strach mieszany ze szczęściem. Minęły pierwsze tygodnie. Minął 12 tydzień, 16 tydzień i odetchnęłam. Czułam się genialnie. Minął 23 tydzień. Mały rozrabiał. Minął Nowy Rok. Wracaliśmy z kolacji. Czułam jakby Mały podskoczył. Weszłam do domu. Nic się nie działo. Poszłam do łazienki i poczułam coś między nogami. Przerażona wybiegłam ze łzami w oczach. Kiedy dojechałam do szpitala miałam już 4 cm rozwarcia. Próbowali wszystkiego, co było dostępne. Mały urodził się w 24 tygodniu + 2 dni. Żył. Ale tylko 3 dni. Odłączyli go na moich rekach. I wtedy serce mi pękło.
I bolało i boli nadal. Ja przeżyłam sepsę, Mały nie. Po miesiącu w końcu wyszłam do żywych, aby pochować mojego Syna. Bolało. Minęły 2 lata. Nadal boli. Nadal mam łzy na wierzchu, ale teraz mogę już o tym opowiadać. To pomaga. Teraz boję się 2 kresek. I raczej już nie będę ryzykować. Nie chcę patrzeć na śmierć kolejnego dziecka. Nie chce ryzyka. Żyję. Tęsknię. Tęsknię za domem, za kawą u znajomych, za kiczowatym polskim programem w TV, za latami sprzed 2007... Ale idę do przodu. Uśmiecham się i mam nadzieje, że złe już się wydarzyło i czeka mnie już tylko lepsze.



  • 2



Sierpień 2018

N P W Ś C P S
   1234
567891011
121314151617 18
19202122232425
262728293031